Recenzja gry

 
 
 
Hubert - Lord Drachanel
(Lartarin)

data wydania: czerwiec 2013
maker: 2003
gatunek: horror



DOWNLOAD

Przeglądając forumowe opinie na temat „Huberta”, byłam prawie przekonana, że tym razem będzie w co grać, zwłaszcza że sama jestem fanką horrorów. Zombik zdążył nas już przyzwyczaić do gier w stylu „tam szkielecik, tu koszmarek”. Nie ma więc na co czekać – „Przyjemnych snów”.

Fabuła:

W grze wcielamy się w chorą psychicznie dziewczynkę imieniem Lilly, którą poznajemy z chwilą rozmowy z lekarzem zakładu psychiatrycznego. Jest ona obiektem badań, dzięki którym lekarze chcą odnaleźć źródło jej koszmarów sennych i ewentualnie (co już można wywnioskować) im zaradzić. Dziewczynka na pierwszy rzut oka cierpi na schizofrenię, która objawia się w postaci wyimaginowanego misia Huberta – przyjaciela, który z czasem namawia bohaterkę do ucieczki ze szpitala (i tu rodzi się pomysł na część drugą – „Lilly”, gdzie można byłoby grać Hubertem, plizzz). Wraz z rozwojem „wydarzeń” misio prezentuje swojej małej towarzyszce wizje tego, co działo się w jej przeszłości.
Fabuła – wyssana/wypita niczym preludium okropnej zemsty komara Stefana na żywicielu o bliżej nieznanym imieniu, który w noc przesilenia wiosennego w stanie wskazującym wybrał się wieczorową porą nad jezioro, żeby czerpać choć przez chwilę pełnymi garściami z tego co dała natura… Blabla – jest równie głupia! Autor zabawiając się w Freuda i Bleulera, zaprezentował w grze historię małej Lilki, która zmaga się przede wszystkim ze swoimi koszmarami, jak i z chorą służbą zdrowia, co subiektywnie pogarsza jej zdrowie psychiczne. Podczas jej wędrówki po świecie na wpół sennym nie dowiadujemy się niczego ciekawego, co mogłoby przekonująco uzasadnić objawy jej zaburzeń. Zwłaszcza, że większość czasu spędza ona na przesuwaniu wagoników, znajdywaniu kluczy i otwieraniu drzwi (o czym dalej w Mechanice). Ogólnie rzecz ujmując, fabuła pozbawiona jest większego sensu, ale tutaj – jak wszędzie – zdania mogą być podzielone.

Mechanika:

Urzekła mnie standardowa „łażonka” po pomieszczeniach, bez zdobywania jakichkolwiek informacji, z nadrzędnym celem zdobycia klucza do kolejnych drzwi! Z błędu wyprowadziło mnie bardzo zmyślne zadanie (a było ich całe mnóstwo) doprowadzenia wagonika z punku A do punktu B. O co chodzi z wagonikami w głowie nastoletniej dziewczynki? Może jednak było to kierowane słowami chińskiego mistrza, aby szukać sensu w bezsensie?! Nie! Oczywiście większość „nadinterpretatorów” zechce doszukiwać się ukrytych analogii do kluczy i drzwi, jako że rzekomo otwierają one sekretne, tajemne zakamarki pamięci (o ukrytych wagonikach – sic!). Wiele trudności może sprawić arcytrudna ucieczka od przerażających „ludków na dopalaczach”, zamieszkujących głowę dziewczynki. Ale co się dziwić, dzieci bywają takie nieprzewidywalne.
Niestety, nie udało się wystrzec kilku drobnych literówek – autor całkowicie zapomniał o przecinkach. Rozumiem, że wszystkie postacie w grze mówiły na bezdechu. Rozbroił mnie wszechpanujący szacunek jakim darzyli się bohaterowie. Zwracali się do siebie, używając Wielkich Liter, co dzięki - staraniom autora - nie mogło ujść uwadze gracza. Pięknie przemyślane menu na pewno ułatwi nam rozgrywkę. Spoglądając na współczynniki takie jak HP, MP i Lv, od razu czujemy się pewniej, wiedząc, że po zetknięciu z przeciwnikiem nie będzie tak źle. Tutaj nasuwa się również pytanie do autora: Skąd status „normal” u chorej dziewczynki? No i nie można zapomnieć, że biedne dziecko nie ma grosza (ściślej ZŁ) przy duszy.
Nie martwcie się również o przedmioty, które - zdobywając podczas rozgrywki - nie pojawiają się w inwentarzu. To przecież sen do diaska! One tam są, nie będąc tam… Na temat reszty nie mam się co rozpisywać, sami musicie tego spróbować.

Oprawa audiowizualna:

Grafika to chyba jedyna rzecz, która mi się podoba! Mapy wykonane dobrze, elementy lokacji pasujące do sytuacji. Approved!
Podczas trzech podejść do wartkiej i wciągającej rozgrywki „Huberta”, zdążyłam tyle samo razy zasnąć wsłuchana w muzykę towarzyszącą rozgrywce. Polecam na długie jesienne wieczory lub do poduszki dla osób cierpiących na bezsenność. Może wtedy poznają własnego „hubercika”.

Zakończenie:

Podsumowując, „Hubert” to gra specyficzna z potencjałem na dobrą fabułę, płytka, nużąca, usypiająca, bez akcji, z porządnie dobraną grafiką. Gracie na własną odpowiedzialność.


PLUSY:
-Porządnie wykonane mapy

MINUSY:
- Monotonna i usypiająca muzyka
- Płytka fabuła
- Oklepana mechanika


FABUŁA: 2/6
GRAFIKA: 4/6
KLIMAT: 3/6
MUZYKA: 2/6
MECHANIKA: 2/6

ŁĄCZNA OCENA: 2+