Recenzja gry

 
 
 
Wyspa dla dwojga - Raeven
(ravenone)

data wydania: 2004
maker: 2k3
gatunek: RPG



DOWNLOAD

Gdy na horyzoncie nie widać nowości, można odkurzyć gry sprzed lat. Po Czasoprzestrzeni sięgnąłem po kolejną "prehistoryczną" pozycję. Zapraszam do recenzji Wyspy dla dwojga z 2004 roku.

Joshua, rozbitek ze statku pirackiego, trafia na pewną wyspę. Zanim zdąży zorientować się w sytuacji, jest świadkiem zabójstwa pewnego mężczyzny, a chwilę później dwóch strażników. Żeby wtopić się w tłum i bezpiecznie poruszać się po mieście zawiera układ z niejaką Lilandrą. Wciela się w rolę jej brata, który chce zostać strażnikiem miejskim. Po zwiedzeniu miasta Josh zapisuje się do gildii wojowników i wykonuje kolejne zadania. Większość to typowe side-questy polegające na upolowaniu określonej ilości goblinów, wilków czy krokodyli. Na szczęście są również zadania specjalne, które pchają fabułę do przodu. A ta jest naprawdę ciekawa, a poszukiwanie zaginionego psa prowadzi nas na całkiem inny tor. Do tego dochodzą przyzwoite dialogi, dobrany duet głównych bohaterów i humor. Największy mankament jest taki, że nie wiemy jak ta cała historia się skończy. Jak sam autor przyznał, obecna rozgrywka to ledwie 1/3 opowieści.

Rzadko w grach spod rpg makera widuje się tętniące życiem miasta. W Wyspie dla dwojga to się udało! Dzieci ganiają się wokół domu, stary myśliwy skupuje skóry i trofea po lepszych cenach niż inni kupcy, w gildii wojowników młodzi strażnicy stale ćwiczą, a w gildii magów adepci rzucają czary. Na przeciwnym biegunie jest układ dzielnic. Zaburzenie perspektywy sprawia, że idąc cały czas w lewo możemy okrążyć miasto. To jeszcze jest ok, ale gdy wychodzimy bramą w górę później musimy iść w dół, żeby nie wrócić do miasta. To rozstrojenie teleportów dało mi się we znaki i nawet po kilku godzinach chodzenia dalej łapałem się na tym, że co chwila cofało mnie na poprzednią mapę. To nie jest intuicyjne rozwiązanie.
Drugi minus to losowe rozmowy npc-ów. Niby fajna rzecz, ale nie, gdy niemal każdy napotkany człek ma ten sam wachlarz wypowiedzi, co czasem skutkuje wypowiadaniu męskich kwestii przez kobiety.

Ciekawie wygląda system walki. To klasyczna turówka z bocznym widokiem postaci. Nasi bohaterowie są animowani, widać nawet jak atakują i jaką broń aktualnie dzierżą. Wrogowie stoją jak kołki, ale przynajmniej ładnie wyglądają:). Za walki nie ma punktów doświadczenia, co w założeniu miało wyeliminować żmudne expienie poziomów. Jednak to się nie udało. Wykonywanie powtarzalnych zadań pobocznych (możemy ten sam quest wykonywać wiele razy) sprawia, że walki są koniecznością do nauczenia się nowych skilli czy zarobienia na lepszy ekwipunek.
Miła niespodzianka to wizualizacja treningu umiejętności. Zamiast standardowego "nauczyłeś się Leczenia" widzimy, jak nasza postać ćwiczy. Okazjonalnie podczas szkoleń trafia się również mini-gierka, m.in. z unikaniem spadających kamieni.

Mimo 11 lat na karku, gra wygląda ładnie. Klimatyczne budynki, barwne charsety, sporo szczegółów - jednym słowem - zwiedzanie miasta nie tylko zaspakaja naszą ciekawość, ale również cieszy oko. Interesujące jest także przedstawienie wrogów chodzących po mapie - nie za pomocą zwykłych charsetów, a wyciętych grafik. Czasem zdarza się, że dysproporcje między postaciami a obiektami i mix graficzny kują w oczy (głównie portrety postaci),  ale całość naprawdę prezentuje się schludnie.
Oczarowały mnie celtyckie melodie pojawiające się w mieście, a jeden z głównych utworów podczas walk kojarzył mi się z riffami z Master of Puppets! Zatem ścieżką audio zostałem kupiony:).

Wyspa dla dwojga to bardzo przyjemna i klimatyczna gra. Ciekawa fabuła i żyjące miasto pozwala zanurzyć się w tej produkcji na kilka godzin. Aż żal, że nie doczekaliśmy się kolejnych części.

PLUSY:
- żyjące miasto
- ciekawa fabuła
- niebrzydka


MINUSY:
- niedokończona
- poboczne questy


FABUŁA: 4/6
GRAFIKA: 4/6
KLIMAT: 4/6
MUZYKA: 4/6

ŁĄCZNA OCENA: 4-