...: Strona :...
News
Archiwum
Redakcja
Chat ( 3 )
Forum
Księga Gości
Imprezy
Linki
Wymiana
Radio

- Download -
Programy
Gry
Zasoby
Music
Sound
ICO

- RPG Maker -
RPGMV
RPGVXAce
RPGVX
RPGXP
RPGME
Sim RPG 95
RPG95

- Projekty -
Virtua Twierdza

- Krypta -
Kompendium
Scenariusze
Questy
Artykuły

...: Buttony :...
Anime Gakure
Polska Manga
Dragon Ball Nao
Słodki Flirt - gra o randkach
Radio Aoi - najlepsze radio z muzyką azjatycką
Alchemic
M.U.G.E.N Samouczek
Pokemon Valhalla
Tsukuru Archive
Crasher World
Pillars of Eternity POLSKA — największy portal Pillars of Eternity (Project Eternity)
fallout walkthrough, fallout playground, video game walkthrough, playground, walkthrough, games
Kroniki Fallathanu - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarce
Modules -  the greatest and ultimate place for every tracked-music sympathizer


Informacje || Zgłoś nowe materiały
Krypta >> Scenariusze

Miecz Bogów IV
Scenariusz 32
Gatunek: fantasy

Pewnie pomyślicie, że staram się zrobić serialowego tasiemca z moich scenariusy. Otóż nie po prostu nie miałem lepszego pomysłu i skączyło się na kolejnej części, która w 100% będzie częścią ostatnią. Dobra od razu powiem, że ten scenariusz jest długi, więc wiadomo zapisz ten scenariusz do pliku i przeczytaj dopiero jak się rozłączysz (impulsy biją)

Rozdział 1: Ten który chodzi ścierzkami bólu
W Mieczu bogów III wszechświat przestał istnieć. Takie było złudzenie, Escudo dawny bóg śmieci i cieprienia, mimo że nie wyglądał na takiego-przeżył. Jego ostatnia komórka ciała wędrowała po pustce kosmosu szukając energii by się odrodzić. Jedynym choć niezbyt dużym żródłem były prochy po planecie Ziemia. Escudo przekształcił się w większego osobnika, wielokomórkowego, mającego oczy, będąc znacznie większym. Przez kolejne 2500lat szukał i wysysał źródła energii, żadne nie było na tyle duże by sprawić Escudo bogiem. Lecz pewnego dnia przemierzając w koło kosmos zauważył nic nie znaczący pył. Oczywiście wessał go, i jak to zwykle bywa w mych scenariuszach odżywa z pełnią boskich sił. Od teraz jednak nie chiał być już złym bogiem, wolał storzyć świat na podstawie dobra i sprawiedliwości by nikt na tym świecie nie zaznał już bólu i cierpienia. Począł stwararzanie pierwszej swej planety. Miała ona być identyczną jak Ziemia. Stwarzanie samego gruntu i wody zajeło mu 30dni. Proces stwarzania istot żywych, 300lat. Po tym stworzył inne planety i gwiazdy, mniej ważen toteż nie dopracowywał ich. Ale i tak zajelo mu to tyle lat, że gdy znów spojrzał na Ziemie, zobaczył tam wieki średnie. Nie stworzył innych bogów by nie wprowadzić zmętu we władzy boskiej. Ostatnim czynem było zdeklasowanie siebie na człowieka tak by już żaden bóg nie zakłócił spokoju i sielskiego życia Ziemi.

Rozdział 2: Miecz który zabijał
I tak życie toczylo się znów, tocząc koło dziejów powoli po drodze.Escudo wędrując po świecie karał zlych a nagradzał dobrych.Zaprowadzał pokój i porządek na świecie. Przemierzał trzy kontynęty:Terma, Ulissos, Limman, by nawracać i uczyć. Pewnego razu gdy spokojnie przechodził przez ulice penego miasteczka, poczuł się gorzej. Głowa o mało co mu nie pękała, i pobladł okropnie, zaczeło mu się kręcić w głowie. Ponieważ szedł wtedy slamsami nikt nie chciał mu pomóc. Wpadł na pomysł by pójść na rynek, tam na pewno ktoś mu pomoże. Idąc w strone rynku gowa bolała go coraz bardziej i coraz gorzej się czuł. Myślał, że czeka go tam ratunek, mylił się. W tym samym czsie na rynku eksponowali niezwykły magiczny miecz, ostatnią rzeczą którą pamiętał Escudo byo to jak mdlał. Może i Escudo nie wiedział co czynił, ale uczynił dużo. Wpierw podniósł się i chwycił miecz ku przerażeniu mieszkanców. Znów objawił się zły Escudo. Ludzie znow usłyszeli jego złowieszczy chichot, w sercach ludzi znów zapnował strach i przerażenie. Ostatnie co widzieli mieszkańcy miasteczka to złośliwy uśmiech Escudo, później wszystko w promieniu dwóch kilometrów przestało istnieć. I jak to zwykle bywa musi pojawić się śmiałek który pokona złego Escudo. Nie od razu. Najpierw w państwie zapanował zamęt i znieczulica. Każdy chował się w swych domach, i tak niewiele to dawało tym co mieszkali na drodze Escudo. Później ten szlak nazwano drogą do śmierci. Król nie mógł nic zrobić, żaden z jego rycerzy nie chciał iść walczyć-inaczej mówiąc iść umrzeć. W porównaniu bóg Escudo zabiał o wiele mniej ofiar niż wcześniej. Gdy był bogiem sam mógł dostarczać sobie pożywienia. Teraz tylko za sprawą miecza miał boską siłe, ale nie zdolności. Od chwili władania mieczem musiał odżywiać się ludzkim strachem, bólem i cierpieniem.W bardzo szybkim tempie ludzi zaczeło ubywać, król przeczówając, że.jego władza nie mają większego sensu zdymisjonował i uciekł do innego kraju. Za sprawą jednego śmiertelnika cały kraj znikł z powiechrzni Ziemi. Escudo musiał żywić się dalej. Penwgo dnia gdy miał napaść na pewną wioske, wpadł w szał. Zupełnie jakby coś go opętało. Tarzał się po ziemi wrzeszcząc przeraźliwie.

Rozdział 3: Klątwa czy ratunek?
W ciele Escudo dobro, starało się wydostać na zewnątrz, za wszelką cene upuścić miecz, by jego moce odeszły od ciała. Dobro wygrało i Escudo upuścił miecz. Nagle coś wypłyneło wprost z ciała Escudo, było zupełną przeciwnością tworzyciela. Na świecie było już dwóch Escudo. Jeden dobry, drugi zły. Rozpoczeła się batalia, żaden z nich nie chciał by drugiemu udało by się przeżyć (objąłby władze). Gdy zły Escudo wygrywa z dobrym, temu udaje się ucieć z mieczem. Mimo że ręka go parzyła i paliła zakopał miecz w bezpiecznej odległości, tak by zy Escudo nie mógł go znaleść. Jak nietrudno się domyśleć dobry E (będe pisał w skrócie) chciał uciec od złego by ten zkolei nie mógł go zabić. Uciekał zakamarkami miast i bagnami by nie mógł go wytropić. Jednak, gdy we wsi rozeszła się plotka, że zły E starzil miecz przez to każdy zwykły rycerz może go zabić. Jakoś każdy rycerz napalił się do tego zadania, a ponieważ E nie miał broni musiał za każdym razem uciekać z walki. Czasem nie udawawało mu się to i kończył poturbowany w lesie. Po wielu dniach i nocach dugiej pogoni przez misateczka i lasy. Zły E dogonił dobrego. Co bylo nieuniknione doszło do kolejnej walki. Tym razem znowu dobry przegrał i wiedział, że jego jedynym ratunkiem jest zakopany miecz. Ponieważ jest jakieś dwieście metrów stąd od razu srpinetm dobiegł do tego miejsca i odkopał miecz, zanim zły E zdążyl coś zrobić. Dobry E chwycił miecz i dodal mu on niezwykłej siły, rozpoczął walke ze złym E, chcociarz głowa zaczeła go boleć tak jakby miała mu eksplodować. Neo Escudo (ten dobry) z łatwością powala na ziemie złego. Nie okazuje mu litości i przebija jego serce na wylot mieczem. Z ciała złego powstało mnóstwo nietoperzy i czarnych jastrzębi które porszarpały ciało złego E. Neo Escudo odszed w pkoju zastanawiając się: czemu zabiłem zego Escuo? Przecież jestem odzwieciedleniem dobra i sprawiedliwości. Jedyne co mu teraz przeszkadzao to okropny ból głowy. Neo Escudo zrozumiał: ten miecz to miecz bogów!

Rozdział 4: Nawet piekło nie może go zatrzymać
Miecz bogów to nie taki sobie zwykły oręż. Jest on o wiele potężniejszy niż najsilniejszy wojownik w całej galaktyce. Wykonany z negatywnej enegrii ludzi, wykuty przez ich zło i strach. Twardością nie może się równać z niczym na świecie, nawet z mitrilem (jak na razie uważanego za najtwardszy materiał na ziemi). Ale ten miecz nie jest nawet materialny. Wyssysa on z każdego kto go nosi, złe myśli i zło które przechowuje w duszy. Przez te kilkanaście tysięcy lat Miecz bogów nosiło miliony złych osób, nawet Escudo. Miecz miał na wyczerpaniu zła i nienawieści innymi słowy stawal się coraz silniejszy. Każdy kto nosił miecz sam musiał się odżywiać złem i cierpieniem by dostarczać enegii mieczowi. To nie ludzi są źli, a miecz sprawia że zło wstępuje w serce posiadacza. Lokki, Tetta, Sarpari, Anrea, Monteaa i Licja oni wszyscy walczyli ze swym własnym złem które wyziewało ze swych serc, walczyli z mieczem a nie z wrogiem. Jeżlei ktoś podniósł miecz, zlo zbroni dostarczalo zła człowiekowi To wszysto co zrozumiał Neo Escudo. Natyczmiast odrzucił od siebie miecz. Nie było nawet mowy by go zniszczyć. O dziwo miecz wstał i przemówówił. Mówił ,że to on był pierwszym ze wszystkich bogów którzy isnieli na przestrzeni dziejów, drugim bogiem był bóg dobra. To on zamienił go w miecz, mimo wszystku udało mu się go zabić. Ale całe zło uszło z niego i musiał je zbiera prze tyle lat. Ludzie nie byli zbyt dobrymi źródłami energii, mieli w sonie za mało zła. Tylko Escudo miał w sobie tyle mocy by zaspokoić jego głód, by znów mógł stać się bogiem zła, by odczynić klątwe boga dobra. Tylko Escudo mógł mi dać tyle mocy by ja-Veltom mógł zaspokoić głód. Neo Escudo byl zdezoriętowany tym co usłyszał. Ostatnim zdaniem wypowiedzianym przez miecz było: daje ci dwadzieścia dni by zeebrać najsilniejszych przedstawicieli dobra z tej planety.Neo Escudo oczywiście popelnił samobójstwo by stamtąd wybrać najlepszych wojowników. Wybiera całą kompanie z poprzednich częsci gry. Neo szukał ich przez dziesięć dni, potem zszedl na ziemie i zabił wieśniaka, a potem znów popelnił samobójstwo, tym razem dotarl do piekła. Szukanie i przekonywanie reszty drużyny ze starszych częsci gry, znów zajelo mu dziesięć dni. Dostaje się na Ziemie by tam stoczyć ostateczną walke. Ale miecz niw wyglądał już jak wcześniej, teraz byo w nim coś nieludzkiego, pierwotnego a zarez mając w sobie boską doskonałość.

Rozdział 5: Siła nigdy nie była tak wielka
Neo Escudo i Armia niepokonanych vs. Veltom
Neo Escudo walczy po kolei z wszystkimi z kompani przeciwko Veltonem. Gdy Dobry Escudo zostaje sam na placu boju, ogarnia go strach. Nie ma żadnych pomysłów by pokonać wroga. Gdy Veltom ma już zadać ostateczny cios, coś dziwnego pojaiwa się w rękach Escudo. To by miecz. Dwóch wrogów natyczmisat zrozumiało to miecz władcy dobra. Zupełna odwrotność Veltoma, powstałego z nadzieji i dobroci z serc ludzkośći. Dopiero od teraz toczy się prawdziwa batalia. Po długim pojedynku, Escudo jest poturbowany i zmęczony, i nie widzi dalszych szans na walke. Ostatnim tchnieniem życia woła do wszystkich mieszkańców wszechświata by oddali mu swoju energie, poprzez magów. Oczywiście opowiada o całej sytuacji. Ludzie w nagłym przypływie chojności oczywiście to robią. Po ty mzasatrzyku Energii nie jest już dalej śmiertelikiem został następcą boga dobra. Od teraz nie nazywał się Escudo a Valmot

Valmot vs. Veltom
Co tu dużo pisać, po długiej batalii dobro wygrywa, a później Valmot popełnia samobójstwo, by już żaden nie skalał już serc ludzkich które od teraz były przepełnione dobrem i milością

Happy End



Autor: Wolwgangg
email: wolwgangg@interia.pl