...: Strona :...
News
Archiwum
Redakcja
Chat ( 1 )
Forum
Księga Gości
Imprezy
Linki
Wymiana
Radio

- Download -
Programy
Gry
Zasoby
Music
Sound
ICO

- RPG Maker -
RPGMV
RPGVXAce
RPGVX
RPGXP
RPGME
Sim RPG 95
RPG95

- Projekty -
Virtua Twierdza

- Krypta -
Kompendium
Scenariusze
Questy
Artykuły

...: Buttony :...
Anime Gakure
Polska Manga
Dragon Ball Nao
Słodki Flirt - gra o randkach
Radio Aoi - najlepsze radio z muzyką azjatycką
Alchemic
M.U.G.E.N Samouczek
Pokemon Valhalla
Tsukuru Archive
Crasher World
Pillars of Eternity POLSKA — największy portal Pillars of Eternity (Project Eternity)
fallout walkthrough, fallout playground, video game walkthrough, playground, walkthrough, games
Kroniki Fallathanu - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarce
Modules -  the greatest and ultimate place for every tracked-music sympathizer


Informacje || Problem z grami || Zgłoś nowe materiały
Download >> Gry


Rycerz Śmierci: Zew krwi

Autor: Zombik

RPG Maker: ME
Wersja: Pełna
Gatunek: Przygodowa
Język: Polski
Rozmiar: 12 MB
Ocena: 6/10

Informacje dodatkowe:
(brak)

DOWNLOAD


Rycerz Śmierci to jeden w wielu rozlicznych projektów Lorda Drachanela (ostatnio znanego jako Zombik) i jeden z nieco mniej licznych, który nie skończył się na fazie dema. Choć już wiele wskazywało, że i w tym wypadku może się tak stać, bowiem od prezentacji dema do wydania pełnej wersji minął rok ze sporym okładem. Warto było jednak poczekać, bo jest to produkcja, pomimo pewnych mankamentów, udana, wciągająca i dość grywalna.

W grze wcielamy się w postać Lorda Igora, skrytobójczo zamordowanego następcy tronu, który, ożywiony przez nekromantę, otrzymuje misję odzyskania należnego mu dziedzictwa. Jak łatwo się domyślić, owo odzyskanie będzie polegało na wycięciu w pień wszystkich, którzy staną na drodze do realizacji tego szlachetnego zamiaru. Aby Igor nie czuł się w tym zbożnym dziele samotny, do towarzystwa zostaje mu przydzielony sympatyczny chochlik o imieniu Doglik. Uaktywnia się on w ważnych momentach i służy wszechstronną pomocą, a przy okazji można z nim chwilę pogadać, co nie jest bez znaczenia, jak się parę lat leżało w trumnie i okazji konwersacyjnych pewnie za dużo nie miało. A nasz bohater z pewnością ich potrzebuje, bo pomimo, że nie żyje, nadal pozostaje człowiekiem z krwi i kości. No dobrze, w tym wypadku raczej głównie z kości. Ale nie przeszkadza mu to mieć swoich przemyśleń odnośnie całej sytuacji, wątpliwości i - niezbyt głębokich, ale jednak - dylematów moralnych. A już ostatecznym i niewątpliwym dowodem na to, że nasz Igor nie jest kompletnym sztywniakiem, jest fakt, że w stosownej ku temu sytuacji potrafi rzucić grubszym słowem. Ogólnie rzecz biorąc z bohaterem da się zżyć, a nawet go polubić, pomimo tego, że jego poczynania do szczególnie sympatycznych nie należą.

Poza zwiedzaniem, pogaduszkami i walkami (o których później) gra oferuje całkiem sporo urozmaiceń. Są proste zagadki logiczne i inwentarzowe (które uwielbiam), elementy zręcznościowe (które uwielbiam jakby trochę mniej), a nawet trafia się niezbyt skomplikowany labirynt. Jest tego tyle, że dopiero po zakończeniu gry zorientowałam się, że nie było ANI JEDNEJ SKRZYNKI! A nie, przepraszam, jedna była. Ale, tak czy owak, tym razem zupełnie mi ten niedobór nie przeszkadzał.

W grze znajdziemy kilka nietypowych rozwiązań. Rozwój bohatera jest - dość klasycznie - zależny od ilości zabitych przeciwników, ale nie działa na prostej zasadzie zabijasz - levelujesz. Aby zyskać doświadczenie, Igor musi z zabitego wchłonąć duszę. Jak ma to robić, tłumaczy na początku gry niezawodny Doglik, pełniący także rolę bardzo ładnie wplecionego w fabułę samouczka. Przy okazji dowiadujemy się, że Igor, jako nieumarły, bezwzględnie musi unikać kontaktu z wodą, gdyż ta jest dla niego zabójcza (swoją drogą ciekawe, co by się stało, gdyby w którejś z lokacji nagle zaczął padać deszcz?). W menu nie znajdziemy zakładki na inwentarz, a regeneracja sił witalnych bohatera odbywa się poprzez spożycie krwi z porozstawianych w strategicznych miejscach fiolek.

Od strony estetyczno-klimatycznej nie ma się do czego w projekcie przyczepić. Lokacje są zróżnicowane graficznie, mapki starannie wykonane i po prostu ładne. Muzyka jest również różnorodna i dobrze dobrana. Dialogi stoją na nienajgorszym poziomie, aczkolwiek nie zaszkodziłaby im mała obróbka, głównie stylistyczna i interpunkcyjna. Klimat gry, wbrew temu, czego by można po fabule oczekiwać, jest raczej lekki, przygodowy i prawie wcale nie mroczny, co osobiście uważam za zaletę. Historia trzyma się kupy, a jej przewrotny (choć nie do końca zaskakujący) finał ładnie domyka całość, a przy tym pozostawia możliwość kontynuacji opowieści o Lordzie Igorze.

Chyba po tej porcji słodyczy nadeszła już pora na zapowiadane na wstępie mankamenty. Pierwszym z nich jest system walki, pochodzący z rodziny bardzo przeze mnie nie lubianych ABS-ów, a ten jest w dodatku jej bardzo topornym przedstawicielem. Walka polega mniej więcej na tym, że wybieramy sobie spokojne miejsce, czekamy aż przeciwnik do nas podejdzie i gdy jest dwie kratki od nas naciskamy klawisz akcji. Po czym odchodzimy w inne spokojne miejsce i robimy od nowa to samo. I tak aż do znudzenia. Sytuację ratuje nieco fakt, że - w przeciwieństwie do innych tego typu BS-ów - tu mamy stuprocentową kontrolę nad efektami naszych poczynań: jak dobrze wymierzymy, to trafimy, nie ma losowej ilości obrażeń ani możliwości spudłowania. Jednak mimo wszystko całość jest dość drewniana i nużąca. Na szczęście potyczki z bossami są już o wiele bardziej urozmaicone i naprawdę potrafią wciągnąć. Szczególnie przypadła mi do gustu (choć i przysporzyła najwięcej frustracji) walka z Baliachem, rozgrywająca się w scenerii częściowo wypełnionych wodą kanałów. I tu właśnie dał mi się we znaki drugi mankament gry - save pointy. Same przez się są w tej akurat grze niezłym rozwiązaniem, rozmieszczone są w sposób sensowny, przemyślany i dobrze służą klimatowi rozgrywki. Ale akurat w tym momencie jednego bardzo, ale to bardzo mi zabrakło. W grze denerwujące jest jeszcze to, że Igor porusza się skandalicznie wolno, a czasem do przewędrowania są całkiem spore obszary. Drobnych błędów w blokowaniu chyba nie ma co już autorowi za bardzo wypominać, bo nie przeszkadzają szczególnie i raczej na moją ocenę gry nie rzutują.

Podsumowując - Rycerz Śmierci to kolejna udana produkcja Lorda Drachanela/Zombika. Pomimo nieciekawego systemu walki gra wciąga i daje sporo radości, w tym z rozwalania kolejnych przeciwników, a zwłaszcza pomysłowo skonstruowanych bossów. Jej największym plusem jest chyba jednak główny bohater - niby nieżywy, a bardziej krwisty od wielu postaci rodem z RM-owych produkcji.

Spale się? Od wody?? Nonsens... Gameover ARGH!!!

Zatem chodzimy jakiś rycerzem zombie po róznych lokalizacjach.
Mapy są rózne, rózniste.
A także lokalizacje ciekawie wykonane.


Tekst: Kleo
email: mail_kleo@o2.pl