...: Strona :...
News
Archiwum
Redakcja
Chat ( 2 )
Forum
Księga Gości
Imprezy
Linki
Wymiana
Radio

- Download -
Programy
Gry
Zasoby
Music
Sound
ICO

- RPG Maker -
RPGMV
RPGVXAce
RPGVX
RPGXP
RPGME
Sim RPG 95
RPG95

- Projekty -
Virtua Twierdza

- Krypta -
Kompendium
Scenariusze
Questy
Artykuły

...: Buttony :...
Anime Gakure
Polska Manga
Dragon Ball Nao
Słodki Flirt - gra o randkach
Radio Aoi - najlepsze radio z muzyką azjatycką
Alchemic
M.U.G.E.N Samouczek
Pokemon Valhalla
Tsukuru Archive
Crasher World
Pillars of Eternity POLSKA — największy portal Pillars of Eternity (Project Eternity)
fallout walkthrough, fallout playground, video game walkthrough, playground, walkthrough, games
Kroniki Fallathanu - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarce
Modules -  the greatest and ultimate place for every tracked-music sympathizer


Informacje || Problem z grami || Zgłoś nowe materiały
Download >> Gry


Sitwa

Autor: Katarzyn Pleopucja

RPG Maker: VX
Wersja: Pełna
Gatunek: Przygodowa
Język: Polski
Rozmiar: 99 MB
Ocena: 5/10

Informacje dodatkowe:
(brak)

DOWNLOAD


Dostałam pewnego pięknego dnia (albo i niezbyt pięknego, tak szczerze, to niezbyt pamiętam natężenie jego uroku) maila o następującej treści: Chciałem zaryzykować szczęścia i podesłać moją pierwszą "grę" stworzoną w RPG Maker VX. Gdyby mnie pytano o zdanie, raczej nie przejdzie, gdyż zawiera (zwłaszcza w I części) sporo infantylnego humoru (ale raczej nie obraźliwego czy skrajnie sprośnego). Ale pomyślałem, że spróbować warto! :). Tenże mail opatrzony był załącznikiem o wadze jakichś 100 MB, zaś w ślad za nim przyszły jeszcze trzy wiadomości z podobnymi dodatkami. Oho - naszła mnie myśl - chyba niezły crap się szykuje. Ale cóż, taka praca, trzeba dać autorowi szansę, narobił się chłopina i choćby z tego względu zasługuje na odrobinę mojej cennej uwagi. Przeskanowałam grę antywirusem (ostrożności nigdy dość!), pracowicie pokleiłam w całość, odpaliłam i...

Hm.... Pierwsze wrażenie zdawało się potwierdzać początkowe podejrzenia. Moim oczom ukazała się ulepiona z RTP mapka, wyglądająca jak nie wiadomo co (spójrzcie na pierwszy screen, a zrozumiecie, o co mi chodzi). Na niej trzy instrumenty wydające z siebie, ni mniej, ni więcej, tylko odgłosy pierdzenia. Do kompletu, przy niemal każdym krzaczku i listku, komentarze o wydźwięku seksualnym. Jak nic, jakiś niewyżyty - choć niewątpliwie inteligentny - gimnazjalista o nieczystych myślach dorwał się do Makera i próbuje przekuć swoje nastoletnie fantazje w pseudosztukę. Ale niech będzie - kombinowałam sobie dalej, pracowicie obenterowując niezbyt rozległą okolicę - wprawdzie mam co robić, ale jakieś piętnaście minut mogę na grę poświęcić, choćby po to, aby przy niewątpliwej odmowie rozpowszechniania tego dzieła, wykazać się choć podstawową jego znajomością. Poza tym - co tu kryć - byłam ciekawa, co jeszcze może mnie po takim wstępie spotkać.

Takim sposobem, po krótkim i niezbyt dojrzałym namyśle, postanowiłam towarzyszyć Natalii (głównej i jedynej bohaterce gry) w jej peregrynacjach. Zaokrętowałyśmy się zatem na statek o nazwie Wolverine i ruszyłyśmy na zwiedzanie spowitych oparem bździny wysp nonsensu, stanowiących scenerię pierwszej części gry. Spotkałyśmy na nich kilka ciekawych postaci, rozwiązałyśmy parę z pozoru absurdalnych, ale jednak całkiem zgrabnych zagadek i dość gładko przeszłyśmy do drugiej części opowieści. Ta, w miarę upływu czasu, zaczynała się robić coraz ciekawsza, a w mojej głowie rodziły się kolejne pytania. Kim jest moja towarzyszka? Co ją spotkało? Dlaczego obie czujemy się, jakbyśmy były częścią snu szaleńca? I o co w tym wszystkim, do jasnej cholery, chodzi?

Niestety, poważne zajęcie się szukaniem odpowiedzi na te ważkie pytania utrudniały mi inne pilne sprawy. A mianowicie eksploracja kolejnych tajemniczych lokacji, delektowanie się smakowitymi tekstami (wykład o dobroczynnych właściwościach herbaty <3) oraz rozwiązywanie łamigłówek, sprawiających wrażenie, jakby sprokurował je ktoś na stałe mieszkający po drugiej stronie lustra. Sprawy nie ułatwiały też, rozlegające się co jakiś czas, salwy gromkiego śmiechu, z rzadka przetykane okrzykami przestrachu - moje, a nie Natalii, jak ze zdumieniem stwierdziłam. Mało tego - skonstatowałam przy okazji - w międzyczasie okazjonalne pierdzenie zdążyłam uznać za niezbędny element atmosfery. Mniejszym natomiast zdziwieniem napełnił mnie fakt, że zupełnie przestało mi przeszkadzać, iż mapki są takie sobie (a niektóre całkiem kiepskie), w tekstach trafiają się literówki, gra ma mnóstwo drobnych niedoróbek technicznych, zaś graficznie i muzycznie nie jest za specjalnie spójna.

I jeśli, Drogi Czytelniku, zdołałeś ze mną (i z Natalią) dotrwać do tego punktu opowieści, to łatwo się domyślisz, że nie dość, iż dobrnęłam do końca, to jeszcze wcale, a wcale tego nie żałuję. Nawet pomimo tego, że jedyna walka w grze omal nie wykończyła mnie nerwowo, a finał nieco rozczarował. No i tego, że nadal nie mam pewności, czy Sitwa to godny uwagi przedstawiciel makerowego surrealizmu czy tylko przypadkowy zlepek poprodukcyjnych odpadów - niepospolitej, przyznam - wyobraźni autora. Uznaj zatem, że ocena, jaką ostatecznie grze wystawiam, jest wyrazem mojej rozterki, czy może raczej tchórzostwa, które nie pozwala mi się jednoznacznie opowiedzieć za żadną z tych opcji. Jeśli chcesz, sam możesz stwierdzić, o ile punktów i w którą stronę okazałam się niesprawiedliwa.

PS. Oczywiście gra, którą można pobrać z Twierdzy, jest mocno odchudzoną i lekko poprawioną wersją pierwotnego projektu i w żadnym razie nie jest w czterech partach.
PPS. Przepraszam Cię bardzo, Szanowny Autorze, za cytowanie prywatnej korespondencji. Nieładnie, wiem. Ale nie mogłam się powstrzymać...

Właśnie na tej "wyspie" zaczęła się nasza przygoda.
Jedna z wielu uroczych, acz nie całkiem zrozumiałych cutscenek.
Racja, zwłaszcza to ostatnie jest istotne w czerpaniu przyjemności z czytelnictwa.
Tak jest, Natalia, walnij dziadowi! Dasz radę, dziewczyno!


Tekst: Kleo
email: mail_kleo@o2.pl