Recenzja gry

 
 
 
Czasoprzestrzeń - TiTek
(ravenone)

data wydania: 2004
maker: 2000
gatunek: jRPG




DOWNLOAD

W zamierzchłych czasach, gdzieś na początku tego tysiąclecia, powstawały gry zgoła odmienne od tych serwowanych obecnie. Postanowiłem wreszcie zagrać w pierwszą grę TiTka. Grę, która stworzyła fundamenty do najdłuższej polskiej trylogii rpg makera.

Potężny demon niszczy świat. Padają kolejne krainy i nikt nie jest wstanie pokonać nowego władcy świata. Jednak pewien mędrzec wpada na pomysł przeniesienia się w czasie i zwalczenia przeciwnika, kiedy nie był jeszcze taki silny. Do tego celu zgłasza się czwórka młodych osobników. Sam pomysł na grę jest niezwykle ciekawy, późniejsze losy, rozmowy między bohaterami czy zwroty akcji również potrafią nas przyciągnąć do monitora. Jednak dobre wrażenie z całości fabularnej jest psute przez wszechobecną infantylność. Bohaterowie z uśmiechem na ustach pakują się w każdą kabałę i wykonują momentami bezsensowne zadania. Postacie niezależne trzymają jeszcze gorszy poziom: głupkowaty król zleca drużynie odnalezienie swojej córki, mimo iż chwilę wcześniej więził ich za to przewinienie. Gdy bohaterowie proszą pirata o pomoc w zorganizowaniu statku, ten wesoło twierdzi, że żona mu zabrała jego łajbę, ale da im tratwę (żeby nie było - gość ich nie zna, zamienili właśnie ze dwa zdania). Tego typu asów w grze jest całkiem sporo. Gdy do tego dodamy liczne błędy stylistyczne i kiepskie dialogi, gra zaczyna dużo tracić.

Czasoprzestrzeń to klasyczny jrpg nie tylko pod względem fabularnyn. Mamy tu losowe walki, savepointy i turowe potyczki. Losowe walki skutecznie obrzydzały mi chęć eksploracji świata (a ten jest naprawdę duży). Włączanie się potyczek co 5-6 kroków po pewnym czasie doprowadza do irytacji, zwłaszcza, gdy mamy postacie wysokopoziomowe, a co chwila włącza się ekran walk z plazmakami... Co do samych walk - mamy tu klasyczny podział: podstawowe ataki i umiejętności. Zwykli przeciwnicy padają zazwyczaj "na enter", ale przy bossach trzeba się nieco namęczyć, a gdy nie dajemy im rady - oddać się w rozkoszny wir walk losowych i podbić parę poziomów.

Urozmaiceniem do ciągłych walk są ciekawe zagadki. Raz będziemy musieli odpowiadać na pytania, innym razem przepychać kamienie czy ślizgać się po strzałkach. Niestety przy tej ostatniej łamigłówce bohater potrafi nam się zaciąć w martwym punkcie i zwiesić nam rozgrywkę. Podobnych baboli jest jeszcze kilka, m.in. odstawianie tratwy w złym miejscu nabrzeża - później się okazuje, że nie możemy ponownie do niej wsiąść.

Gra niestety nie przetrwała próby czasu (jak choćby Komnata BeVoo) i wygląda po prostu brzydko. Mapy są duże, puste i kwadratowe. Najgorzej wypadają wnętrza mieszkań czy niezrozumiały wygląd zamku. Dziwna budowa niektórych lokacji sprawia, że nieraz będziemy się zastanawiać gdzie jest teleport na sąsiednią mapę. Na plus można zaliczyć jedynie okazałą mapę świata i fakt, że poszczególne miasteczka różnią się od siebie stylem. Podkład muzyczny w grze daje radę, muzyka zmienia się dość często w zależności do lokacji i scenek. Poza standardowymi utworami usłyszymy kilka jrpgowych soundtracków (m.in. Final Fantasy).

Szczerze mówiąc - lepsze wrażenie zrobiła na mnie Yurika, czyli świeży, prosty projekt, który przejdziemy w jakieś trzy godzinki. Dziesiątki godzin w Czasoprzestrzeni dłużą się niemiłosiernie i głównym powodem, dla którego warto zagrać w tę grę jest fakt, że to pierwsza część trylogii. Odsapnę nieco i siadam do kolejnych odsłon CP, ponoć są znacznie lepsze.


PLUSY:
- momentami fabuła
- rozmaite zagadki


MINUSY:
- kiepskie dialogi
- naiwne questy
- błędy zwieszające rozgrywkę
- nużące losowe walki



FABUŁA: 3/6
GRAFIKA: 2/6
KLIMAT: 3/6
MUZYKA: 4/6
MECHANIKA: 2/6

ŁĄCZNA OCENA: 3